By kolagen

O makrofotografii

Na wstępie zaznaczam, że makrofotografia to tylko moje hobby i te rady należy traktować z przymrużeniem oka ;)
Po pierwsze ważne by nie czuć obrzydzenia na widok różnego rodzaju robali. Ile robali może po Tobie łazić by ogarnęła Cię panika?

Przygotowanie do wyprawy

  • Ubranie.
    Nieważne jak jest ciepło – warto mieć na sobie długie spodnie (sandały to też głupi pomysł). Po pierwsze mogą ochronić przed ugryzieniem/użądleniem, a po drugie nie będą nas pokrzywy gilgotać w nogi.

  • Długie włosy to raczej zły pomysł.
    Abstrahując od tego że trudniej wyplątać się będzie z jakiejś pajęczyny (albo jakiemuś robaczkowi trudno się będzie wyplatać z włosów) to zawsze nieprzyjemne jest wrażenie, że nie wiesz czy to Twoje włosy Cię miziają po ramieniu czy co innego :P

  • trzeba przygotować się gimnastycznie do różnych wygibasów, żeby złapać pochowane w chaszczach robactwo – i jeszcze żeby przy tym ręce się nie trzęsły (impreza dnia poprzedniego niewskazana).
  • Krem z filtrem UV. Warto posmarować się takim kremem do opalania (a raczej „przeciw spaleniu”) i to nie tylko w lecie. Takie miejsca jak kark i ręce (ramiona i wewnętrzna strona łokci) podczas robienia zdjęć są szczególnie wystawione na mocne działanie promieni słonecznych.
  • Spray z DEET. Idąc do lasu, na łąkę lub inne chaszcze lepiej uniknąć pogryzień przez komary, bąki lub kleszcze, dlatego należy spryskać się odpowiednim preparatem w areozolu. Wybur takich produktów jest dość duży, ja używałem BRON MAX, dopuki nie trafiłem na Ultrathon (który dość długo działa).
  • Uczulenie na ugryzienia owadów może trochę utrudnić polowanie, czasem niestety nawet możemy nie wiedzieć o takiej alergii.
  • Nie ma się co spieszyć i warto iść wolno (i patrzeć pod nogi!). Po pierwsze nie wystraszymy potencjalnych modeli, a po drugie mamy więcej czasu żeby któregoś wypatrzeć.
  • Słyszałem rady, że najlepiej polować rano ponieważ owady jeszcze są niedobudzone i leniwe, ale nie sprawdziłem w praktyce, ponieważ sam rano jestem niedobudzony i nie chciało mi się wstać – poza tym wolę jak słońce mocno świeci i lepiej naświetla foty.
  • Należy się uzbroić w cierpliwość. Dużo cierpliwości.

Sprzęt

  • Używam Panasonic FZ50 i Raynox DCR250, który daje dużo lepszy obraz niż jakiekolwiek soczewki (te dają ostrość w centrum kadru, ale boki strasznie rozmazują, dodatkowo dochodzi też aberracja chromatyczna).
  • Statyw? Odradzam – zanim zdążyłbym ustawić sprzęt zwierzak najzwyczajniej zdążyłby sobie pójść. Wszystkie oparcia dla aparatu należy znajdywać na bierząco: ziemia, kamień, gałąź, własne kolano itd.
  • posiadam plastikowy „dyfuzor” na wbudowaną lampę aparatu. Jedyne co dzięki niemu osiągam to zmniejszenie siły błysku oraz lekkie rozmycie światła. Najlepszym rozwiązaniem byłby blender, ale sprzęt nie byłby już taki kompaktowy.
  • duża karta pamięci (albo i dwie) i zapas baterii – trzeba pstrykać dużo fotek, a nic bardziej nie denerwuje niż konieczność zakończenia zdjęć z powodu braku miejsca na karcie lub wykończenia baterii. Ostrość w makrach (przynajmniej u mnie) zwykle lubi uciekać a na LCD aparatu nie zawsze widać czy zdjęcie będzie dobre. Dlatego lepiej zrobić parę zdjęć niemal tego samego ujęcia.
    Ważne jest to żeby nie czekać na jakiś super moment i złapanie jakiegoś super kadru/ostrości – robal może nam czmychnąć, a my zostaniemy z niczym. Lepiej pstrykać fotki odkąd widzimy cel i starać się zbliżać/poprawiać ustawienia (jeżeli masz głośny aparat to może stanowić problem).

Zasady fotografii w makro.

Jedyną zasadą powinno być to, żeby zdjęcie dobrze wyglądało :)
Ogólnie ostry powinien być nasz model, a tło rozmyte. Jeśli nie jest to możliwe to GO powinno łapać oczy/głowa (chyba ze chcemy skupić się na innym elemencie robaka). Kiedyś myślałem że uzyskanie takiego efektu jest trudne i trzeba specjalnie zmniejszyć głębie ostrości by to uzyskać, ale w praktyce wygląda to tak, że prawie zawsze tło jest rozmyte a problemem jest jak zwiększyć głębię ostrości, żeby objąć nią cały fotografowany obiekt.
Staramy się nie ucinać kadrem części owada, chyba że chcemy zrobić zbliżenie jakiejś konkretnej części ciała (np. portret). Przy niektórych gatunkach posiadających długie odnóża/czułki (komarnice, kosarze) tylko ucinając część robaka możemy pokazać dokładniej interesujący nas fragment.
Jeśli chodzi o kadr to w makrofotografii dopuszcza się kadr centralny (a nawet często jest on po prostu najlepszy), który w normalnej fotografii jest niezbyt pochwalany. Warto ustwaić się tak żeby nic nie wskakiwało na pierwszy plan (np. dźbło trawy) i nie zasłaniało fotografowanego zwierzęcia.

Oznaczanie.

Dla mnie druga część zabawy w makrofotografii to właśnie wiedza jakiemu to stworzeniu zrobiłem zdjęcie. Świat bezkręgowców jest niesamowicie ciekawy, gdy zacząłem go poznawać dużo większą przyjemność czerpię z robienia zdjęć.
Profesjonalnie powinno się oznaczać wg. kluczy, jeśli się nie jest pewnym podziału co do gatunku to najlepiej ograniczyć się do rzędu/rodziny.
Po jakimś czasie zacznie się odróżniać osy od bzygów i będzie się wiedziało „mniej-więcej” w jakim kierunku szukać pamiętając że oznaczanie wg. zdjęć jest dość ryzykowne. Sam parę razy pomyliłem się będąc pewnym, że zrobiłem zdjęcie znanego mi owada, a dopiero później dowiadywałem się że jest wiele dość podobnych stworzeń.
Warto pamiętać w jakim okresie zrobiliśmy zdjęcie, gdzie oraz jakiej wielkości jest robak (a tego nie zawsze widać na zdjęciu).

Ustawienia

Oczywiście każdy powie że prawdziwa sztuka to robić zdjęcia samemu ustawiając wszystko (full manual). Niestety ustawianie manualne ostrości przy tak małych obiektach i korzystaniu z LCD (a zwykle przy gimnastyce żeby dostać się do robaka nie ma możliwości patrzenia przez wizjer) nie widać czy zdjęcie jest ostre (można tylko zauważyć ze wtedy na LCD pojawiają się piksele przy konturach ostrego obiektu).
Dlatego używam AF (żeby znaleźć ostrość, potem już szukam prawidłowego ustawienia zbliżając/oddalając aparat od obiektu) oraz dodatkowo priorytet migawki – wolę mieć kontrolę nad długością naświetlania ponieważ wtedy można zniwelować ruch ręki oraz ruchliwego zwierzaka. Im więcej światła tym można pozwolić sobie na krótszy czas naświetlania i co za tym idzie lepsze zdjęcie.

  • Światło, a raczej jego niedobór. Problemem, z którym najczęściej się borykam, jest niewystarczająca ilość światła. Oczywiście można zrobić zdjęcia używając flesha, ale wyglądają one brzydko i nienaturalnie i wolę ich unikać. Gdy jest za mało światła można spróbować podbić ISO (co może zwiększyć szumy), zwiększyć otwarcie przysłony (zmniejsza się wtedy głębia ostrości) lub wydłużenie czasu naświetlania (i łatwiej rozmyć zdjęcie).
  • Lampa zwykle oświetla tylko najbliższe obiekty dlatego gdy robimy zdjęcie owada na gałęzi, gdy tło jest daleko i jest zacienione może wyjść bardzo ciemne (i wychodzą nam zdjęcia „nocne”). Można albo starać się znaleźć takie ustawienie by tło było dość blisko (by je oświetlił błysk lampy), by tło było oświetlone (np. gdy nasz model jest w cieniu) lub by tłem było niebo (wtedy musimy balansować ustawieniami tak żeby widać było jasne tło, ale żeby nasz obiekt na pierwszym planie nie był za bardzo rozświetlony przez lampę).
    Gdy nasz model siedzi na płaskiej powierzchni zdjęcie z lampą nie powinno wyglądać źle (a wtedy możemy podbić ustawienia przesłony tak żeby uzyskać jak największe GO).

  • Zdjęcia nocne – niestety tu ciągle nie znalazłem recepty jak zrobić zdjęcia makro nocą. Pierwszym problemem jest złapanie ostrości na obiekcie: trzebaby było go oświetlić (jakaś dodatkowa latarka?) ponieważ światełko autofocusa jest ustawione tak ze przy małych odległościach nie trafia na obiekt, a poza tym obiektyw wraz z raynoxem zasłania obiekt.
  • Zdjęcia z daleka. Czasem trafę na owada do którego nie mogę się zbliżyć – trzeba wtedy próbować wykorzystać zoom aparatu (w moim przypadku po zdjęciu raynoxa działać na ustawieniu AF MACRO). Niestety nie znalazłem żadnej nakładki/soczewki/telekonwertera, który dawałby zadowalające efekty tego typu zdjęć. W tym przypadku przydaje się statyw (trzeba pamiętać, że zwiększając zbliżenie zwiększa się też czułość aparatu na drgania i ruch).
  • Ustawienia GO. Jak już wcześniej zaznaczyłem otwarcie przesłony to dla mnie sprawa drugorzędna. Przy tak małych obiektach zwykle i tak mamy zamierzony efekt rozmycia tła. Dla mnie ważniejsze żeby jak największa część robaka była ostra, więc nie muszę zmniejszać otwarcia przesłony. Im większe powiększenie tym mniejsze GO więc naprawdę małe robaczki bardzo ciężko uchwycić w całości ostre. Jeśli chodzi o manipulację ISO to przy moim sprzęcie większe wartości powodują takie szumy że używanie ich mija się z celem.
  • Przepalenia. W lecie, w środku dnia, gdy słońce mocno praży i wydaje się że warunki są wręcz idealne do robienia zdjęć może się właśnie okazać, że za dużo mocnego światła powoduje przepalenia zdjęć. Mogą się one pojawić też przy stosowaniu lampy błyskowej.
    Można zmniejszać czas otwarcia przesłony i kombinować z innymi ustawieniami (bilans bieli), ale przy naprawdę silnym słońcu lepiej szukać cienia, bo inaczej przepaleń się nie uniknie.

  • bardzo jasne tła. Robiąc zdjęcia zwierząt na mocno oświetlonych, jasnych skałach lub białych kwiatach zauważyłem, że aparat automatycznie przyciemnia całe zdjęcie. Zamiast zmieniać ustawienia bilansu bieli wpadłem na pomysł by w takich przypadkach zwiększać otwarcie przysłony i, co za tym idzie, uzyskiwać większą głębię ostrości.

4 Responses to “O makrofotografii”


  1. 12/16/2011 o 12:12 pm

    fajne rady
    co do zdjęć porannych, choć również nie jestem modelem o wczesnym starcie, to jednak już testowałem ten masochistyczny tryb działania i… zdecydowanie polecam. Owady faktycznie są powolniejsze i mniej strachliwe, a ciekawa barwa porannego słońca kompensuje pewne niedostatki luxów ;-)

    • 12/16/2011 o 1:41 pm

      wszystko zależy co się rozumie przez „poranne”, kiedyś to przed 10 było dla mnie ” bardzo wcześnie”, teraz to na ósmą wyjść to nie jakieś wielkie poświęcenie.

      • 12/16/2011 o 3:08 pm

        fakt, ale też zbyt wcześnie nie ma sensu – teraz np. o 7 to ledwo widać koniec własnego nosa i najlepsza pora na makro to gdzieś w okolicy 9-10. Latem… w sumie też ;-). Do 10 jest dobrze, bo słońce nie stoi wysoko i nie wypala.

        a, jeszcze jedna rada mi się spodobała: patrzeć pod nogi. Stosując ją w praktyce wczoraj odkryłem gnojkę, która sobie chodziła po chodniku. Musiała skądś wypaść, z jakiegoś zimowiska. Była nieruchawa i zmarznięta, nie miała nic przeciwko wzięciu na rękę. Niestety, nie postąpiłem w zgodzie z inną zasadą, o której akurat nie piszesz: zawsze, ale to zawsze mieć ze sobą aparat ;-)

  2. 12/16/2011 o 3:28 pm

    No tak, w lecie to starałem się mieć zawsze aparat pod ręką. Parę razy jednak nie miałem i żałowałem… Albo też nie dopilnowałem żeby baterię naładować albo zrobić miejsce na karcie pamięci – oj to był ból :(


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s




%d blogerów lubi to: